Czy Paryż wart jest szahady?

Plakat ostrzegający przed ryzykiem ukrywania się wśród uchodźców potencjalnych zamachowców
Plakat ostrzegający przed ryzykiem ukrywania się wśród uchodźców potencjalnych zamachowców Euroislam
Ile wspólnego z zamachami ma islam? Ile ma obecny kryzys migracyjny? Nie umiejąc stawić czoła problemom, karmimy radykalizmy po obu stronach.

Chocholi taniec, od ataku do ataku. Zderzenie opinii, wyrażenie solidarności z ofiarami, obawy przed odwetem, troska o muzułmańską społeczność i strach przed odradzającą się nienawiścią.



Zamachy a islam

Rytuałem jest dyskusja, czy zamachy mają źródło w islamie, czy też islam jest jedynie przykrywką dla zbrodniczej działalności terrorystów? To nie jest dyskusja akademicka. Jeżeli uznamy, że te źródła mają miejsce w religii, to trzeba przyjąć politykę, która ten fakt uwzględnia.

W artykule na łamach "Foreign Policy" pochodząca z Somalii aktywistka praw kobiet i była muzułmanka, Ayaan Hirsi Ali, przekonuje nas, że tak właśnie jest. Objawienia i życiorys założyciela religii, proroka Mahometa, z okresu po ucieczce do Medyny uzasadniają przemoc. Nawet opierając się na opracowaniach osób uznawanych za sprzyjające islamowi, takich jak prof. Janusz Danecki dowiemy się, że Mahomet wymordował żydowskie plemię Banu Kurajza.

Hirsi Ali przypomina, że do tego dochodzi kwestia interpretacji. Trzy główne grupy muzułmanów, które wyróżnia obecnie, to z jednej strony reformatorzy widzący konieczność zmian, z drugiej zwolennicy islamu „medyńskiego” chcącego narzuć rządy szariatu, a pomiędzy nimi grupa tradycjonalistów, hołdująca bardziej wersji islamu głoszonego w Mekce, ale zaprzeczająca istnieniu w islamie z Medyny odwołań do przemocy w islamie.

Przyszłość islamu będzie zależeć od tego, która z dwóch przeciwstawnych grup przekona do siebie tych "centrowych" muzułmanów z Mekki. Podobne podziały, używając innych określeń, kreślił prof. Bassam Tibi. Chociaż islam medyński Hirsi Ali u niego został podzielony dodatkowo na ten, który posługuje się przemocą i ten, który środkami politycznymi dąży do ustanowienia szariatu.

Podobnie jak powyżsi eksperci uznaję za niepoprawne stwierdzenie, że islam nie ma nic wspólnego z przemocą, której jesteśmy świadkami.

Co zatem możemy zrobić? Jeżeli za prawidłowe przyjmiemy powyższe podziały, wspierać należałoby reformatorów, a ograniczać działania muzułmanów odwołujących się do islamu politycznego. Co robimy? Wspieramy w Europie przedstawicieli islamu politycznego; poza Europą także - patrz Turcja i Arabia Saudyjska - a reformatorów brzydko mówiąc olewamy do tego stopnia, że muzułmański reformator dr Zuhdi Jasser został nazwany przez "New York Times" islamofobem.

Z czego to może wynikać, może ktoś zapytać? Otóż z wywiadu, który kiedyś przeprowadziłem z dyrektorem Cetnrum Badań nad Terroryzmem dr Krzysztofem Liedelem, wynika, że kupujemy czas. Próbujemy wciągać zwolenników islamizmu w proces polityczny, żeby nie zaczęli się radykalizować. Byłoby to skuteczne przy założeniu, że terroryzm "wykorzystuje" islam. Zakładając jednak, że w islamie politycznym terroryzm znajduje swoje usprawiedliwienie i jest jednym z jego narzędzi, powinniśmy walczyć nie tylko z metodą, ale przede wszystkim z ideologią. I takie wypowiedzi na szczęście po feralnym piątku trzynastego listopada słychać częściej.

Zamachy a uchodźcy

Do tradycyjnego pytania o islam dołącza nowe: co to ma wspólnego z uchodźcami? I tu będziemy słyszeć rozbieżne opinie. Jedne, że to wszystko przez uchodźców. Inne, że uchodźcy są ofiarami. Obydwie po części prawdziwe. Ci uchodźcy, którzy rzeczywiście szukali schronienia w Europie, ucierpią z powodu nastrojów jakie obudziły kolejne zamachy. Jest też jednak prawdą, że wśród uchodźców Państwu Islamskiemu udało się przemycić terrorystów, co potwierdzają najnowsze doniesienia prasowe.

Na marginesie - i nie jest to wyraz triumfalizmu, jak chciałby redaktor Sierakowski - osoby, które szkalowały i nasyłały na Euroislam.pl prokuraturę za wywieszenie w maju plakatów ostrzegających przed tym, co wydarzyło się w listopadzie, okazałyby przyzwoitość publicznie przyznając się do pomyłki.

Prawdą jest, że wśród całej rzeszy uchodźców/imigrantów były tych terrorystów, jak na razie się okazuje, pojedyncze sztuki. Nie wiemy jednak, ilu pozostaje uśpionych. Poza tym kryzys imigracyjny ma zupełnie inny wpływ na nasze bezpieczeństwo. Po pierwsze, służby państw są prawdopodobnie przeciążone i nie panują nad sytuacją, co prawdopodobnie nie pozwala im się skupić na zadaniach zapewnienia bezpieczeństwa. Chociaż, co zauważyć trzeba, jeżeli chodzi o Francję to w okresie pomiędzy "Charlie Hebdo" a ostatnimi zamachami, miała na koncie kilka sukcesów w wyłapywaniu islamskich terrorystów.

Po drugie, jest też aspekt długofalowy. Uchodźcy/imigranci niekoniecznie muszą stanowić zagrożenie już teraz. Oni przybędą tutaj, zderzą się z niechęcią, bezrobociem, brakiem perspektyw i tak przygotowani trafią w ręce rekruterów organizacji terrorystycznych. Warto przypomnieć, że już na dworcu w Monachium podchody do przybywających młodych mężczyzn robili ekstremiści salaficcy.

Masowość tego zjawiska, obecny stan gospodarki, nastroje społeczne, raczej nie dają wielkich szans na inne scenariusze. Patrząc więc na masy uchodźców/imigrantów płynących z państw muzułmańskich do Europy, obawa przed terroryzmem jest racjonalnym strachem, a nie fobią.

Tymczasem politycy, eksperci i dziennikarze odprawiają rytuał według powtarzającego się schematu i raczej nic nie zapowiada zmiany, i podjęcia zdecydowanych kroków. Tak więc tkwimy w tym tańcu, od zamachu do zamachu. Czy będziemy się tak zachowywać, aż dojdzie do wybuchów społecznego niezadowolenia, czy wzrostu roli organizacji skrajnie prawicowych, przez co stracimy sporą część wolności?

Czy też ujrzymy na żywo realizację powieści Houellebecqa „Uległość”, a w końcu któryś polityk uzna, że Paryż nie tylko "wart jest mszy", ale i szahady.
Trwa ładowanie komentarzy...